Córka z wielkim żalem opuściła Japonię i ma nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wróci.
A tu kilka zdjęć z pobytu.
Tokijska ulica.
W księgarni.
W trakcie realizacji programu.
Trzeba się posilić .
W oczekiwaniu na występ.
Trzeba się troszkę rozerwać.
A tu już po występie, uczestnicy z całego świata i trenerka wokalna, maleńka Japonka o potężnym głosie.
Dodam jeszcze, że Julia była najmłodsza z całej grupy a najstarszy uczestnik miał 71 lat.Niestety nie ma go na zdjęciu.
Mam nadzieję, że wraz z powrotem Julii powróci wreszcie moja wena, bo cały czas z nią krucho.
Mam wrażenie, że cofam się w moim "artystycznym" rozwoju i nie jestem zadowolona z tego stanu rzeczy.
Pozdrawiam wszystkich czytelników mojego bloga.
Z całego serca dziękuję za przemiłe komentarze pod poprzednim wpisem.
Niesamowita przygoda, pozdrowienia dla Juli, śliczne zdjęcia...
OdpowiedzUsuńWspaniała przygoda i niezapomniane wspomnienia:)
OdpowiedzUsuńGratuluję, przede wszystkim córki :) Ale przecież też przygody, spełnienia marzenia, sukcesu. Historia jak w kinie :)
OdpowiedzUsuńo rany! Gratuluję! Jestem tu pierwszy raz i jak przewijałam sobie tego bloga zobaczyłam Julię i pomyślałam "hmmm zaraz ona jest bardzo podobna do kogoś znanego..." a ja oglądałam przecież gdzieś ten występ! (chyba na YouTube) Byłam zachwycona Twoją córką - nie tylko śpiewem w tym kosmicznym języku ale gracją,wdziękiem i dystynkcją z jaką zachowywała się w studiu. A tu proszę trafiam sobie na Twojego bloga :) jaki ten internet mały ;) pozdrawiam was!
OdpowiedzUsuń